Zajrzyj na polecamy

»
Po III obozie RGC Polska 2014

W te wakacje, na początku sierpnia, grupa ćwiczących z naszego klubu, uczestniczyła w letnim obozie Brazylijskiego Jiu-Jitsu organizowanego przez Rio Grappling Club Polska, poniżej prezentujemy relację Jacka z RGC Częstochowa, który był jednym z uczestników obozu, oraz zamieszczamy kilka materiałów video. W galerii klubowej dostępne są również zdjęcia z obozu.



100_2109W dniach od 4 do 10 sierpnia bieżącego roku mieliśmy okazję uczestniczyć w corocznym obozie organizowanym przez Rio Grappling Club w miejscowości Borowice pod Karpaczem. Kierując się nadrukiem na koszulkach, które otrzymali uczestnicy obozu, tegoroczna III edycja zatytułowana jako: Rio Grappling Club Summer Camp Borowice 2014, zgromadziła grubo ponad 100 groundfajterów (w porywach do 140, taką wersję  przynajmniej można było usłyszeć).

100_1650W każdym razie było nas sporo i do tego międzynarodowo, ponieważ na obozie stawili się przedstawiciele takich krajów jak Rosja, Ukraina, Grecja, Finlandia, Czechy, czy oczywiście Brazylia. Na osobne wyróżnienie dodatkowo zasługuje ekipa z Grecji pod przywództwem przesympatycznego i zawsze uśmiechniętego Hermesa, którego nazwiska nie jestem w stanie wymówić. Niezwykle mili i pozytywnie nastawieni do życia ludzie, którzy wprowadzali do obozowego życia wiele kolorytu.

100_1672W tym miejscu należy także wspomnieć o kadrze trenerskiej pod przewodnictwem naszego mistrza Roberto Atalli, a także głównego organizatora obozu Mariusza Kozieja. Oprócz wspomnianych wyżej czarnych pasów na obozie stawił się po rocznej przerwie legendarny już Mauro Cheung, a także krajowa obsada Rio w osobach Romana Rutkowskiego, Wojciecha Machulaka oraz Krystiana Kwietnia.

100_1645Nasza wesoła kompania liczyła 14 osób, a jeśli wziąć pod uwagę kolegów z Wydry Gym pod światłym kierownictwem Roberta Szacho-G. (+ 6 osób), to byliśmy prawdopodobnie drugą co do liczebności grupą, po RGC Dąbrowa Górnicza.

Krótką relację z obozu należy rozpocząć od samego wyjazdu w poniedziałek rano. Kto miał okazję uczestniczyć w klubowym wyjeździe, ten wiedział czego się może spodziewać. Także nie wdając się  szczegóły, poprzestańmy na stwierdzeniu, że odjechaliśmy prawie punktualnie. Jak jednak powtarza nasz szanowny Trenejro jechaliśmy na obóz BJJ, więc brazylijski luuz był naszą główną zasadą przez cały okres wypoczynku.

Podróż minęła bez większych zakłóceń, z wyjątkiem godzinnego korka na zjeździe z autostrady i zagubienia się po drodze jednego samochodu. Ja jednak wolę myśleć, że nie zgubiły się 4 samochody, także wynik całkiem przyzwoity. Na skutek przedstawionych wyżej okoliczności, na brazylijskim luzie i spóźnieniu dotarliśmy na pierwszy trening. Potem jednak wszystko szło jak z płatka.

100_1615Jeśli chodzi o kwestię najważniejszą – nie o jedzenie, czy atrakcje czasu wolnego – lecz o treningi, to tradycyjnie trzy przypadały na jeden dzień, z małymi wyjątkami. Poranny trening poświęcony był doskonaleniu techniki, czego zwieńczeniem były walki zadaniowe. 100_1636W tym roku nie było jednego motywu przewodniego, także z czystym sumieniem można stwierdzić, że ćwiczyliśmy techniki z różnego typu gard, a także przechodzenie gardy. Popołudniowy trening bez szlafroków poświęcony był tradycyjnie drillom i technikom no gi, z kolei na wieczornym treningu odbywały się sparingi. I tak na okrągło, codziennie przez cały obóz. Nie ma co pisać, trzeba samemu pojechać, by poczuć tę rozkosz dla ciała i ducha.

100_1687Chociaż niektórym ciężko w to uwierzyć, ale nie samymi treningami człowiek żyje, warto więc wspomnieć o innych obozowych atrakcjach. Tradycyjnie udaliśmy się nad wodospad (dla osób niezorientowanych, a byli tacy na obozie, wodospad to miejsce, gdzie woda spada w dół – def. mojego autorstwa), gdzie mieliśmy okazję zregenerować zmęczone organizmy w chłodnej i mokrej wodzie. Widoki też były niczego sobie, kto był, ten powinien się domyślić się o co chodzi. Dla tych, którzy nie wiedzą, to podpowiadam, że chodzi o góry, skały i tego typu atrakcje przyrody.

100_1725W tym roku pozwoliliśmy sobie także na chwilę relaksu i wspólnie odbyliśmy jeden trening w postaci pobytu w termach „Cieplice”. Gorące kąpieliska, jacuzzi, sauny i tego typu bajery pozwoliły przez chwilę poczuć się jak na prawdziwych wczasach. Następnie udaliśmy się na posiłek połączony ze zwiedzaniem Jeleniej Góry. Samo miasto, jak i jego atrakcje zrobiły na nas duże wrażenie. Na niektórych tak wielkie, że aż zaczęli szczekać (z tego co wiem, nikt nie został jednak pogryziony).

100_1822Warto też wspomnieć o zorganizowanym dla białych pasów turnieju drużynowym. Ponieważ piszący te słowa większość czasu spędził przygnieciony do maty (a pewną część wysoko ponad nią) relacja z turnieju ogranicza się do stwierdzenia,  że było fajnie, a nagroda dla zwycięzców w postaci dodatkowej porcji szynki była też niczego sobie. Jeden z naszych juniorów, Krystian J., tak to o Tobie mowa, poczuł czym jest smak zwycięstwa oraz wywarł na nas bardzo dobre wrażenie, nic tylko teraz czekać aż pojedzie na swoje pierwsze zawody.

Ponieważ ufundowane przez sklep Fighter Shop odżywki (za co wielkie podziękowania i wyrazy szacunku) – www.fightershop.com.pl, sprawiały, że mieliśmy niespożyte siły, zorganizowaliśmy sobie także mecz w piłkę kopaną. Byłoby świetnie, gdyby nie fakt, że ktoś wpadł na genialny pomysł gry bez obuwia. Niektórzy okupili tę chwilę przyjemności znacznej wielkości odciskami i innymi szkodami dolnych kończyn ciała. 100_2090Kto orientuje się  w sytuacji klubowej może domyślić się, kto ucierpiał najbardziej (a potem jeszcze zachorował).

Przedostatniego dnia odbyło się tradycyjne pasowanie na wyższe pasy. Trener ulitował się nad nad jedną ofermą z naszego klubu i w ten sposób mamy jeden niebieski pas więcej wśród naszych ćwiczących. Wieczorem odbyło się także ognisko, na którym można było zjeść spaloną kiełbaskę z grilla, a także wypróbować specjałów kuchni ze wschodu.


100_2131Ostatniego dnia, ze zrozumiałych względów, frekwencja na porannym treningu była dużo słabsza, a u wielu ludzi widać było wyraźne oznaki obozowego zmęczenia. My jednak w komplecie stawiliśmy się na treningu, który dla części osób był ostatnim na tegorocznym obozie. Większość uczestników obozu zmyła się po śniadaniu, natomiast najwięksi twardziele (w tym nasz trener i kilku zapaleńców) zostali na ostatni trening drilli.

Zgodnie uznaliśmy tegoroczny obóz za bardzo udany. Pogoda co prawda, du… tyłka nie urywała, ale trochę słońca było, a kimona co najważniejsze, schły bez większych oporów.

Jeśli chodzi o jedzenie, to jak w obozowym kawale, było „znowu z ryżem”, co znaczy, że mogło być lepsze, chociaż chleba i masła było pod dostatkiem.

100_2160Było trochę śpiewu, sporo żartów, a nawet szydzenia z kolegów, czyli to wszystko co składa się na atmosferę obozu dla twardzieli. Kto lubi klimaty w stylu słońce, wino, kobiety i plaża nie ma co się zastanawiać, tylko powinien od razu organizować czas i kasę na wyjazd za rok. Miejmy nadzieję, że w takim samym składzie, powiększonym jednak o nowych miłośników ocierania się z facetami (jak mawia trener stójki naszego trenera), spotkamy się za rok !






Napisz komentarz ...


Polecamy sprawdź również .

© 2014 - Rio Grappling Club Częstochowa – Sztuki Walki Częstochowa – Brazylijskie Jiu-Jitsu, MMA, Samoobrona, Kickboxing, Judo, Joga, Grappling, Sztuki walki, Zapasy, Yoga, Sporty walki
Admin | Created by All4Net - Pozycjonowanie Częstochowa